poniedziałek, 1 października 2012
czwartek, 13 września 2012
manifest o egzotyzmie
Z mojego brudnopisu o egzotyzmie:
Zagadnienie egzotyzmu
jest bardzo szerokie, obejmuje rozmaite pojęcia, od symboli i
fantastyki stworzonych przez nasze własne umysły, po rzeczy już
istniejące, lecz będące wytworem kultur odrębnych w stosunku do
naszej. Szczególnie ten drugi aspekt jest znaczący, to on wpłynął
na samą nazwę tego zjawiska. Z gr. exo, a z łaciny, extra,
oznacza coś co jest poza, co jest z zewnątrz, a więc w tym
wypadku, najczęściej, że jest to przeniesione z obcych krajów,
obojętnie czy instniejących, czy fantastycznych krain. Jednak
określenie obcy, nie jest wystarczające, ponieważ słowo egzotyzm,
dalece je przekracza. Andrzej Banach w swojej książce O
potrzebie egzotyzmu, podaje przykład sąsiada, którego możemy
nazwać obcym, lecz jest egzotyczny dopiero gdy ma inny kolor skóry,
gdy mówi niezrozumiałm językiem i przyjechał z daleka. Egzotyzm,
leży więc nie tylko w odległości, ale przede wszystkim w
kontraście postrzegania świata, religii, piekna, form zachowania
itd. Te różnice postrzega się zazwyczaj etapami: najpierw odbiera
się je jako dziwaczne, potem interesujące, na koniec upragnione,
zwłaszcza przez osoby pragnące się wyróżniać, czy uchodzic za
światowe. Nieodmiennie jednak łączyło się to zawsze z pewnym
pobłażaniem dla dalekich kultur. Ustawienie własnej cywilizacji na
równi z inną, całkiem odmienną, daje zbyt wielką wolność, zbyt
wiele nieoczekiwanych alternatyw i rodzi herezję, która narusza
fundamenty własnej cywilizacji. Przykładem takich konsekwencji może
być zachowanie współczesnych jednostek, żyjących w
społeczeństwach multikulturowych, które właściwie zatraciły już
dawno, wyraźną tożsamość narodową, poczucie patriotyzmu,
religijność, a nawet tradycyjne postrzeganie moralności. Jest to
wynikiem zestawienia zbyt wielu systemów filozoficznych, czy
morlanych, które postawiono ze sobą na równi. Charakterystyczna
dla takiego społeczeństwa jest jedynie powierzchwona wiedza na
temat własnej historii, czy kultury, tak samo z resztą jak w
przypadku obcych kultur, co skolei uniemozliwia głębszą refleksję
na nimi i w konsekwencji przywiązania do wszelkich zdecydowanych
poglądów. Relatywizm w postrzeganiu fundamentalnych kwestii ma
poszerzać choryzonty i świadczyć o nowowczesnych poglądach; w
rzeczywistości jednak prowadzi to do kulturowej kastracji narodów i
upadku szlachetnych wartości, jakie stanowiły mentalny fundament
dla całej dawnej Europy. Uważam więc, że mimo ignorancji względem
innych kontynentów, a czasem postawy agresywnej, stary kontynent
miał więcej korzyści z wierności sobie i obrony tradycji w
ubiegłych wiekach. Poznawanie egzotycznych krajów wzbogacało, pod
warunkiem, że zachowywano odpowiedni dystans do obcych kultur. Taka
postawa, nie prowadziao do zatracenia własnej tożsamości, ale jej
wyjaskrawienia na tle egzotyzmu.
Samo pragnienie
egzotyzmu, towarzyszy człowiekowi we wszystkich czasach, z różnym
natężeniem, ponieważ egzotyka jest kontrastem i środkiem do
zrozumienia siebie, dającym możliwość spojrzenia na siebie w
innym świetle, w odniesieniu do czegoś obcego, często przeciwstawnego.
Tkanina jedwabna z tłem
gros de tour i skomplikowanym układem broszowanych
ornamentów, będącym modyfikacja kompoizycji brzegu rzeki.
Występują tu motywy pedów bambusa, na których zawieszone są
lampracie skóry , parasolki, drzewka wiśniowe i gorlandy różyczek.
Lata 70' XVIII wieku, w zbiorach IMATEX
niedziela, 9 września 2012
chine a la branche 2
To zdjęcie jest wyjątkowe. przedstawia fragment sukni a la francaise (datowana 1760 - 75, co wydaje mi się osobiście wątpliwe, ale zaraz wytłumaczę czemu), która jest uszyta z tkaniny chine a la branche, prawdopodobnie cienkiego atłasu jedwabnego, o wzorze w stylu męskim, typowym dla fraków i to takich raczej z końca lat 80' i z lat 90'. Dziwne datowanie, dziwna suknia, jedyne zdjęcie w internecie, bardzo niskiej jakości i bardzo fragmentaryczne jak widać. Suknia znajduje się w National Trust, ale nie ma jej w galerii online, chociaż jej zdjęcie zostało użyte jako okładka high lights'ów podkolekcji Killertona, ale w samych high lights'ach jej nie ma, chociaż jest o wiele ciekawszym i lepszym obiektem, niż prezentowane tam przeciętności. To zdjęcie które wstawiłam jest natomiast na stronie internetowej biblioteki kultury i dzieł sztuki Bridgeman. Tam również znajduje się zdawkowy opis jak z muzealnej karty, wg. którego jest to suknia produkcji angielskiej z takniny chine a la branche z około 1760 - 75, oraz odsyłacz do kolekcji w jakiej się znajduje. Łatwo uwierzyć, że suknia jest pochodzenia angielskiego, stąd to złamanie konwencji - chodzi mi o to że jest uszyta z tkaniny raczej męskiej. Właściwie to jedyny klasyczny strój kobiecy, oderwany całkowicie od stylistyki rewolucyjnej, a wykonany z takiej tkaniny jaki kiedykolwiek widziałam. Bardzo mnie to intryguje. Jeszcze zaś bardziej datowanie. Wydaje mi się że nie można mu ufać, ponieważ chyba jest ono oparte jedynie o krój sukni. Należy jednak wziąć jeszcze pod uwagę tkaninę. Do tej pory widziałam wiele przykładów takiego wzornictwa i wszystkie bez wyjątku pochodziły z przełomu lat 80' i 90'. Osobiście uważam, że ta suknia również powstała w tym okresie. tradycyjny krój wynika z tego, że mamy do czynienia z ubiorem wieczorowym i powstałam w kraju którego nie dotknęła rewolucja, w kraju, w którym suknię a la francaise noszono wyjątkowo długo.
sobota, 8 września 2012
IKAT
Technika
chine a la branche, ma jednak dużo starsze korzenie, wywodzi
się bowiem od ikatu – jednej z tradycyjnych metod dekoracji
tkanin stosowanych w Azji. Oba style łączy efekt rozmycia wzoru,
jednak sam proces powstawania tkanin był zupełnie inny. Słowo
ikat, albo melgikat, znaczy po malajsku wiązać –
obwiązywać. Technika ikatu jest dużo bardziej pracochłonna
niż chine a la brachne, polega bardziej na farbowaniu, niż
malowaniu osnowy. Nici obwiązuje się w miejscu, gdzie ma powstać
wzór, tak by nie przepuszczały barwnika, a nastęnie macza w
farbie. Tę czynnośc powtarza się kilka razy, zależnie od ilości
barw jakie maja wystąpić w tkaninie. W efekcie powstają rozmyte
wzory, zwykle geometryczne, lub przedstawiające przestylizowane i
uproszczone rośliny. Metoda chine a la branche, powstała
więc z chęci naśladownictwa wschodnich tkanin.
CHINE A LA BRANCHE
Rękodzieło
sprzed wieków kojarzy się nam najczęściej ze skostniałymi
formami i precyzją wykonania, stojącymi w opozycji do nowoczesnego,
swodonego wzornictwa, łamiącego konwencję i dopuszczającego
niestaranność, czy przypadkowość. Już projekty tkanin w stylu
bizarre, łamią ten stereotyp, zaskakując odwagą kompozycji
i wyborem abstrakcji. Chyba jeszcze bardziej nowocześnie wyglądają
niektóre jedwabie, z których uszyto kobiece suknie od połowy XVIII
wieku. Mam na mysli proste, rozmyte motywy kwiatowe, lub
geometryczne, które "rozpływają się" na powierzchni
tkaniny w zaskakujący sposób. Technikę, która umożliwiała taki
efekt nazwano chine a la branche (w
Anglii chinese water colour). W XVIII wieku,
najpopularniesze były tafty i atłasy jedwabne dekorowane tym
sposobem. Polegał on na malowaniu prostych wzorów na naciągniętej
osnowie, jeszcze przed wprowadzeniem wątku, dzieki czemu motywy
"smużą" się w pionie, a ich kontur jest nieostry. Ten
efekt potęguje wprowadzenie nici wątku (w tym samym kolorze co
niezamalowana osnowa). W przypadku tafty, motywy stają się
jaśniejsze i jeszcze bardziej rozmazane. Przyglądając się z
bliska można zauważyć, że wzór uległ "rozpikselizowaniu"
– jest zrobiony z maleńkich kropek – kwadracików (widocznych
szczególnie na rozmytych krawędziach), co wynika z płóciennej
budowy tafty.
suknia z wystawy w Kyoto
inne przykłady z MET:
Inaczej
jest w przypadku atłasowych chine a la branche. Ponieważ
atłas jest tkaniną osnowową, czyli taką gdzie osnowa jest
odsłonięta znacznie bardziej niż wątek (służący tylko do jej
spajania), motywy malowane na osnowie, nie są podzielone na "siatkę
pikseli". Tworzą bardziej jednolity wzór, który sprawia
wrażenie jakby był malowany na powierzchni już utkanej materii.
Splot
atłasowy (osnowa jest zaznaczona kolorem czarnym, a wątek białym)
Tafty
malowane metodą chine a la branche, należały do tkanin
typowo kobiecych i były przeznaczane najczęsciej na suknie a la
francaise. Miały zazwyczaj jasne tło: białe, pudrowo –
różowe, lub w kolorze kości słoniowej, a wzory były z regóły
przedstawieniem uproszczonej róży; zdażały się też elementy
geometryczne. Ta moda była najpopularniejsza w latach 50', 60' i 70'
XVIII wieku. W ostatniej ćwierci stulecia, dużo częsciej stosowano
omawiane technikę do tworzenia tkanin atłasowych, przeznaczonych na
ubiory męskie. Fraki i kuloty noszone na codzień, bardzo często
pokryte były malowaną, rozmytą dekoracją, w formie kontrastowych
paseczków. W okresie rewolucji francuskiej, kiedy moda damska silnie
inspirowała się męską, tego typu tkaniny pojawiły się również
w kobiecej garderobie. np. poniższy spencer z MET (1795-1800) jest uszyty z zewnątrz z tkaniny typowo męskiej (podobnie guziki) ktora ma zróżnicowany splot: zielone paski atłasowe, fioletowe taftowe. Podszewka sztukowana z resztek różnych tkanin chine a la branche w tylu bardziej kobiecym:
inne przykłady z MET:
frak i poniżej detal (splot płócienny)detal z innego fraka (paski zielone atłasowe, a brązowe płócienne - bardzo podobny znajduje się w Muzeum Narodowym w Warszawie - cały atłasowy i niebiesko - pomarańczowy)
Ciekawa jest ta kamizelka z tafty jedwabnej. Trudno mi stwierdzić z całą pewnością, ponieważ zdjęcie jest za małe (na stronie MET dużo większe, ale i tak za małe, przydałoby się makro, albo opis którego brak). Wydaje mi się, że jest to robione tą techniką, chociaż nie wykluczone że osnowa jest kolorowa.
CHINTZ
Tkaniny
typu chintz są wspaniałym owocem współpracy wschodu z
zachodem. Produkowano je ze specjalnym przeznaczeniem na eksport, z
myślą o europejskich odbiorcach z nienasyconym apetytem na
egzotykę. Największą popularnością cieszyły się w Anglii,
Stanach Zjednoczonych i Niderlandach, ale chętnie nabywali je
również Francuzi i entuzjaści w innych krajach zachodu.
Były
to tkaniny bawełniane, lub lniane, w naturalnym kolorze, które w
pierwszym kresie ich popularności (tj. od początku XVII, do
początku XIX wieku), malowano ręcznie. Rosnący popyt na tego
rodzaju produkty sprawił jednak, że już w drugiej połowie XVIII
wieku, próbowano przyśpieszyć długotrwały proces tworzenia
chintz za pomocą techniki łączenia druku, z malowaniem
ręcznym, a w XIX wieku, druk całkiem wyparł tradycyjne metody, co
obniżyło oczywiście wartoć artytyczną tych tkanin. Do Europy,
trafiały one przede wszytskim z południowo – wschodnich rejonów
Indii, za pośrednictwem Zjednoczonej Kompanii Wschodnioindyjskiej:
angielskiej, oraz holenderskiej.
polecam album/książkę autorstwa Rosemary Crill - opracowanie ręcznie malowanych chintz w zbiorach V&A z dużą ilością pięknych fotografii.
Sam
termin chintz jest bardzo egzotyczny – to europejka wersja
oryginalnej nazwy pochodzącej z języka hindi – chint, co
oznacza posypywanie, lub rozpylanie. Skolei Portugalczycy, którzy
jako pierwsi mieli do czynienia z tymi tkaninami, nazywali je
pintado, czyli kropkowane – malowane metodą punktową. Na
czym polegał więc proces tworzenia chintz? Jak się okazuje,
wspomnianne nazwy nie do końca zdradzają techniki malowania
hinduskiej bawełny. Opisy świadków z XVIII wieku, pochodzą z
róznych okresów i dają pełny obraz ewolucji technologicznej.
Najciekawszy jest jednak proces malowania ręcznego. Po utkaniu
bawełnianej płachty, namaczano ja w wodzie, mleku i soku mirabelek.
Przenozenie wzoru z rysunku na powierzchnie tkaniny, odbywało się
podobnie jak w Europejskich pracownich hafciarskich – poprzez
żmudną pracę pouncing. Wszyskie krawędzie rysunku na
papierze, przekłuwano szpilką, lub szydłem, tworząc w ten sposób
gęsto dziurkowane kontury. Następnie nakładano papier na napiętą
tkaninę i przyciskano do wszytskich otworów woreczek napęłniony
kolorowym proszkiem, np. cynamonem, czy kolorowym pudrem. Proszek
wpadał do dziurek i po ostrożnym zdjęciu kartonu, na powierzchni
tkaniny pokazywał się delikatny, usypany z małych kropek rysunek.
Następnie pociągano kontury kalamem – bambusowym pędzlem,
zwykle kolorem czarnym (żelazo) i czerwonym (ałun). Ałun reagował
z wyciągiem z chay, dzięki czemu uzyskiwano różne odcienie
głębokiej czerwieni. Następnie całą powierzchnię pokrywano
woskiem pszczelim, oprócz miejsc które miały zostać zafarbowane
na niebiesko. Tak przygotowaną tkaninę wkładano do kadzi z
barwnikiem koloru indygo. Po wysuszeniu tkaniny i zdjęciu wosku,
mozna było jeszcze uzyskać zieleń, malując farbą żółtą na
niebieskiej. Wykończenie pracy polegało na nadaniu tkaninie lekko
błyszczącej powierzchni za pomocą pocierania muszlami, lub bicia
drewnianymi młotkami. Opis ten nie oddaje jednak w pełni złożoności
procesu, który polegał na wielkotygodniowym farbowaniu, praniu,
namaczaniu i gotowaniu tkaniny w różnych substancjach.
banyan z bawełny chitz V&A
Tkaniny
typu chintz malowane ręcznie, należą dziś do niezbyt
częstych zabytków, ale pokaźna ich kolekcja znajduje się w muzeum
Victoria & Albert. Te późniejsze – częściowo, lub
całkowicie drukowane metodą klockową, są już powszechniej
spotykane i kilka przykładów znajduje się też w polskich
kolekcjach. Są one typowe dla końca XVIII wieku i wieku XIX. Ich
wartość artytyczna jest oczywiście niższa niż tkanin malowanych
ręcznie, jednak nie można powiedzieć że nie są piękne. Wyroby
drukowane można łatwo rozpoznać, ponieważ zwykle plamy
kolorystyczne są niedokładnie odbite i lekko przesunięte względem
konturów, które miały wypełniać. Na podstawie zachowanych
zabytków, można zauważyć kilka typowych dla nich cech. Przede
wszystkim rysunek motywów jest zauważalnie zakorzeniony w estetyce
wschodu. Proste na pozór, a nawet naiwne przedstwienia, tworzą w
rzeczywistości wyrafinowane kompozycje z artystycznie i świadomie
przestylizowanych motywów. Charakterystyczna jest też kolorystyka w
której dominują ciemne, ciepłe barwy, jak czerwień, amarant,
bakłażanowy, brązowy, uzyskiwane dzięki ałunowi oraz odrobina
zieleni i błękitu. Utożsamianie pojęcia chintz wyłącznie
z ornamentyka
kwiatową, nie oddaje pełnego bogactwa tych tkanin, na których
rośliny stanowią często jedynie tło, czy bordiurę, dla
skomplikowanych scen ze zwierzętami (również egzotycznymi jak
tygrysy, czy słownie, a więc typową fauną Indii), postaciami
Hindusów i Hindusek w etnicznych strojach, a czasem osób
stylizowanych na zachodnią arystokrację (zwykle z różnych okresów
XVII wieku). Te skomplikowane kompozycje, cechuje dynamizm, uzyskany
dzięki ekspresyjnym postaciom, zatrzymanym w gestach, tańcu, albo
podczas polowania. Ich ubiory falują, konie stają demba, tygrysy
przygotowują się do skoku na pawie, czy małpy posilające się na
drzewach, a całe tło zdaje sie falować i "pełzać" w
oczach, ponieważ zwykle każdą wolną przestrzeń wypełniają
gięte łodygi, bajeczne kwiaty, maleńkie ptaki, owady i stworzenia
fantastyczne. Te "wypełniacze", stanowią oddzielny
mikrokosmos, próżno szukać w nim jednolitych plam kolorów, każdy
listek, łodyżka i płatek są cieniowane, wypełniane kropeczkami,
paseczkami, czy kolejnymi, mikroskopijnymi roślinkami.
tkanina do wieszania z bardzo popularnym motywem drzewa życia
palampur z bażantami
Wszystko
to sprawia, że tkaniny typu chintz są ciekawymi obiektami do
oglądania i dlatego doskonale sprawdzały się w wystroju wnętrz,
wieszane na ścianach w kilkumetrowych płachtach. To na nich
widniały skomplikowane sceny z ludźmi i zwierzętami, otoczone
wzorzytymi bordiurami, lub herby (indywidualne zamówienia) w
plątaninie kwiatów. Oprócz tego, chintz wykorzystywano na
kotary i narzuty łóżek (w Anglii często dodatkowo pikowane, lub
robionoe z patchworku chintz), wybijania dużych powierzchni,
np. zagłówków łóżek, czy krzeseł, na chusteczki, serwety,
banyany, suknie, spudnice, caraco, czy pelerynki. W
muzeum Victoria and Albert znajduje się nawet kamizelka męska z
takiej tkaniny, która stanowi rzadki przykład. Oczywiście chintz
różniły się w zależności od przeznaczenia. Te
wykorzystywane na ubiory, wypełnione były z regóły plątaniną
roślin, natomiast tkaniny które miały być oglądane w całości,
gładko rozpostarte, jak chustki, serwety, narzuty, czy wiszące na
ścianach, miały kompozycje podobne do obrazów, gdzie w centrum
znajdowało się pole z jakąś sceną, herb, czy centralnie
rozplanowana kompozycja roślinna, a dookoła wiodła kwiatowa
bordiura. Moda na ubiory szyte z chintz przypada szczególnie
na drugą połowę XVIII wieku, kiedy wygasł już ban na
sprowadzanie egzotycznych tekstyliów. Najsłynniejszą kreacją,
jest chyba robe a la francaise w której została
sportretowana madame de Pompadour przez Drouais'a w 1764 roku –
roku śmierci markizy. Podobno obraz był kończony już po
pogrzebie.
Niektórzy
historycy błędneie opisują chintz widniejącą na obrazie
jako inny rodzaj tkaniny – malowany jedwab z chin (np.
Fukai Akiko FASHION A History from the 18th
to the 20th
Century (vol. I) Kyoto 2002 str. 98), jednak
wygląd kwiatów wyraźnie wskazuje na indyjskie pochodzenie tkaniny.
Jeszcze modniejsze stały się chintz w
latach 80' i 90' XVIII wieku, wtym okresie, gdy odchodzono od typowo
francuskiej estetyki i stylu rokoko, a zwaracano się w stronę
lekkich, naturalnych kreacji, swobodne kompozycje kwiatowe, malowane
a nie ciężko haftowane, wydawały się doskonale odpowiedzieć
aktualnemu potrzebowaniu rynku modowego zachodu, ale też warunkom
życia w koloniach i Stanach Zjednoczonych. Demokratyzacja
społeczeństwa i okres poprzedzający rewolucje francuską sprzyjał
również modzie na tanie tkaniny, zdobione nieskomplikowanym
drukiem.
Tkanina herbowa - narzuta na łoże V&A
Niewykorzystany panel do obicia siedzenia krzesła V&A
suknia a la anglaise V&A
plecy sukni uproszczonej 1795-00 V&A
Subskrybuj:
Posty (Atom)


























































