piątek, 1 listopada 2013

O wychowaniu kobiet w XVII i XVIII wieku czść 2

Spisałam drugą i ostatnią część wykładu, miłego czytania ;)

     Jak widac na przykładzie madame de Pompadour, umiejętności jakich oczekiwano od kobiet z elit w tym okresie, można podsumować wspólnym manem: salonowych. Należały one do domeny piękna i miały one za zadanie jego pomnażanie; natomiast przedmioty ścisłe w dalszym ciągu zarezerwowane były dla mężczyzn.
Lekceważenie umiejętności salonowych byłoby jednak błędem. Nie chodziło tu wszakże o umiejętność eleganckiego flirtu, czy o jakies mizdżenie się. W rzeczywistości była to skomplikowana sztuka o bardzo szerokim zakresie, którego część omówiłam na przykładzie wykształcenia madame de Pompadour. Jednak niektóre jej elementy są nam wyjątkowo odległe, lub wręcz zostały zapomniane wraz z upływem czasu i przemianami kulturowymi jakie dzielą nas od XVIII wieku. Najciekawszymi według mnie elementami tej zapomnianej kultury salonowej była sztuka gestu i konwersacji, które warto omówić po krótce.
       Konwersacja salonowa w czasach madame de Ramouillet, od początku była rodzajem programu mającego na celu rozwój nowożytnej francuszczyzny i pobudzenie kultury rozmowy wśród arystokracji. Jako taka, była więc czymś niezwykle przemyślanym i badanym, oraz stale reformowanym, a w efekcie także włączono ją do nurtu retoryki starożytnej, nadając jej tym samym prestiż i wysoką rangę literacko – oratorską. Z tego względu konwersacja salonowa była w swych początkach niezwykle sztywną sztuką, przypominającą wczesną operę w której dwuch śpiewaków stało nieruchomo i wymieniało się ariami. W salonie pani de Rambouillet, zbierało się towarzystwo, które uprzednio zapoznało sie z nowym tekstem literackim. Autor dzieła odczytywał je publicznie, lub – jeżeli było długie, odczytywał je fragmentarycznie. Następnie gdy skończył, następowała seria monologów ze strony słuchaczy, a były to wcześniej już przygotowane wypowiedzi o charakterze krytycznym i komentatorskim do wysłuchanego dzieła.
        Następny etap tego zjawiska przypada na wiek XVIII. Styl rokoko, zmienił charakter konwersacji. Na paryskich salonach, szybkie i błyskotliwe riposty, zastapiły barokowe monologi. Miniatury klawesynowe, zastąpiły pompatyczne i długie kompozycje muzyczne. Buduar zastąpił salę audiencyjną. Nie tylko z resztą tematy, ale nawet kompozycje wypowiedzi się zmieniły. W dawnych salonach pani de Sevigne, de Rambouillet, czy de Scudery, autor czytał swe dzieło literackie, a potem następowała grupa monologów – popisów oratorskich które stanowiły wcześniej przygotowane recenzje i krytyki tych dzieł. Teraz zrezygnowano również i z tej sztywności, bardziej popularna stała się swobodna rozmowa, dyskusja wielu osób o charakterze spontanicznym, a przede wszystkim bardzo dynamiczna. Krótkie wypowiedzi, błyskotliwe riposty, dowcipne i celne uwagi. Kto nie miał wystarczająco dużo refleksu, inteligencji i wytworności, nie mógł nadążyć za tą wyrafinowaną sztuką konwersacji. Stało się to tak ważne, że nie możliwym było, aby ktokolwiek wszedł do eleganckiego towarzystwa nie posiąwszy arkanów tej umiejętności. Dlatego tak źle czuła się na wersalskim dworze Maria Antonina bez wykształcenia, inteligencji i zdolności skupienia się na słowach rozmówcy.
       Szermierka słowna, w której krasomówstwo, dowcip i przyjemność, ograniczyły celowość i praktyczne zastosowanie wypowiedzi do minimum. Rozmowy salonowe były z resztą nie tylko pod tym względem, niepewnym gruntem, na który nie powinien wkraczać żaden początkujący gracz. Kluczem do sukcesu, był głęboki dystans do siebie samego. W najlepszym tonie było bowiem traktować wszystkie sprawy lekko, niczego nie brać zupełnie na poważnie, a nawet drwina i złośliwość  jeżeli tylko odpowiednio wyrażone, stanowiły najmodniejszy styl rozmowy. Przejąć się czymś, lub obrazić, oznaczało narażenie się na śmieszność, wypominaną potem przez lata. Językiem konwersacji była często kpina i obrazoburstwo i to już od czasów pani de Rambouillet.

      Pan von Grumbkow (...) to człowiek bardzo grzeczny, umiejący prowadzić konwersację w sposób swobodny i dowcipny; odznaczając się polorem, giętkim i ujmującym wdziękiem, podoba się zwłaszcza dzięki swojej skłonności do bezlitosnych drwin, bardzo modnych w naszych czasach.*
Margrabina von Bayreuth Pamiętniki str. 31

 W modzie było śmiać się ze wszystkiego i niczego nie traktować poważnie. Myślenie o rzeczywistości było zbyt niepokojące i nadto niebezpieczne.
Margaret Crosland Madame de Pompadour str. 51

      (...) Rozmowy które lubili [Kondeusze] najbardziej, (...) były szarmanckie i błyskotliwe, roztrząsające delikatność serca i uczuć [...]. Błyszczały w nich, ich zdaniem, osoby pełne zalet i godne szacunku; uważali natomiast za prostackich i śmiesznych, wszystkich tych, którzy ośmielili się podjąć jakiś poważniejszy wątek.
Benedetta Craveri Złoty wiek konwersacji str. 109

        A oto jak opisywano Athenais de Montespan, którą uznawano za osobę wyjątkowej kultury i mistrzynię salonowego stylu:

       Jak większość osób dowcipnych, markiza potrafiła być okrutna, ale jej złośliwość trwała na ogół tyle, co jeden wybuch smiechu, mimo że jej dowcipy pozostawiały wiele ofiar. "Nie można było bezkarnie pojawić się przed oczami madame de Montespan" – powie o niej madame de Caylus
Benedetta Craveri Kochanki i Królowe – władza kobieta str. 209

         Salony stawały się z czasem coraz bardziej dostępne dla mieszczan i to nie tylko dla najznamienitszych literatów, myślicieli i artystów. Panująca tam swoboda i poufały ton przy zróżnicowaniu klasowym (markiza de Tancin nazywała swoich gości, małymi zwierzątkami – swoją menażerią), wzbudzały liczne głosy krytyki. Działo się tak również dlatego, że w samym założeniu salonowa konwersacja była "sztuką dla sztuki", wyrafinowaną przyjemnością odartą ze zgrzebnych szat praktycyzmu, rozrywka zaprojektowana specjalnie dla osób bez zajęcia i jakby w służbie próżniactwa. A także próżności, ponieważ niejednokrotnie podkreśla sie, że wzorowa konwersacja jest przede wszystkim sztuką podobania sie i przypodobania sie i służy pielęgnacji miłości własnej. Upatrywano się w tym źródła zepsucia, również ze względu na niechęć do poważnych refleksji i lekceważący ton. Na salonach zabawa i zapomnienie, były naczelnym priorytetem, a największą zmorą epoki była nuda – ennui. Markiza de Goeffrin była wręcz "uczulona" na ludzi nudnych i smutnych i nie chciała ich widzieć u siebie.
       Pominąwszy te wady i zarzuty moralizatorów, konwersacja wielkoświatowa, pełniła w XVII i XVIII wieku niezwykle ważne funkcje. Począwszy od wspomnianego już aspektu klasowego, poprzez modę, a skończywszy na najbardziej żywej, dynamicznej i najsilniejszej opiniotwórczo – instytucji literackiej i strażniczce pięknego języka.
    Sztuka konwersacji mimo swojej wielkiej złożoności, stanowiła jednak tylko ułamek umiejętności wymaganych od damy; zwróćmy uwagę, że na długiej iście talentów madame de Pompadour, konwersacja stanowi tylko niepozorny punkt – jeden z wielu. Natomiast zwraca uwagę inna wzmianka na temat jej wychowania:

     Jeanne Antoinette uczyła się stać, chodzić i tańczyć pod okiem niejakiego Guibaudeta, o którym poza nazwiskiem nic nam nie wiadomo.
Margaret Crossland Madame de Pompadour str. 35 Warszawa 2002

      W romantycznych wyobrażeniach dziewcząt z XIX wieku, oraz współcześnie, bardzo często figuruje wyobrażenie o zapomnianej sztuce gestu, o damach uczących się tańczyć w sukniach z długim trenem i kłaniać w sztywnych gorsetach. Te sentymentalne tęsknoty nie są jednak w całkowicie pozbawione zasadności, przeciwnie – wydaje się, że sztuka gestu w drugiej połowie wieku XVII i w wieku XVIII, była nie tylko istotnym elementem wychowania kobiet, ale wręcz jej poziom i zakres, często przekraczają nasze wyobrażenia.


       Aby zdać sobie sprawę z powagi tej umiejętności, wystarczy zwrócić uwagę na fakt, że arystokracja z zasady nie zajmowała się pracą i z tego powodu, niejako jej członkowie nie wykonywali ruchów o charakterze praktycznym, co miało sens sięgający tożsamości klasowej. To wyróżnienie staje się bardziej wyraziste, gdy skontrastujemy je z rzeczywistością ludu. Szereg ruchów, które składają się na wykonywanie pracy przez rzemieślników, chłopów, urzędników, wpływa również na prostotę i funkcjonalny sposób poruszania się tych osób w czasie wolnym. Jest to zatem typowe dla klas pracujących. Należało więc stworzyć styl ruchu, który byłby przeciwstawny praktycyzmowi i mógłby stać się zasadą poruszania się arystokracji, która podkreślałaby odrębność klasową tej grupy. Taką właśnie funkcję spełniał gest, który zarówno w środowisku dworskim, jak prywatnym i salonowym, był nieodłącznym elementem kultury elit. Mowa tu o specjalnych gestach wykonywanych rękami, czy głową, oraz pozach, czyli ułożeniu całego ciała podczas stania, siadania, półleżenia. Miały one charakter symboliczny i estetyczny, pozbawiony praktycznej celowości, poza celebracją samego siebie i przynależności klasowej. Przy tym nie były to gesty wymuszone, o których trzeba było stale pamiętać, by je wykonywać i nie służyły do użytku okazjonalnego. Przeciwnie, mimo swego wyrafinowania, miały być wykonywane automatycznie, bez zastanowienia i przez cały czas. Nie sprawiało to problemu osobom, które od dziecka uczone były reżyserii ciała, a co za tym idzie świadomej animacji całej swojej sylwetki, co rzecz jasna dotyczyło zwłaszcza kobiet z rodów szlacheckich. Nie mniej jednak, mężczyźni nie byli całkowicie wyłączeni z tego obowiązku i myśląc o tym, w jaki sposób się kłaniali, pozdrawiali, operowali kapeluszem (który częściej trzymali w ręku lub pod pachą niż na głowie), siadali itd. Możemy wyobrazić sobie, że język gestów dotyczył ich w tym samym stopniu co kobiety, lecz w inny sposób – właściwy dla ich płci. Równouprawnienie w tym względzie ujawnia się zwłaszcza w ekstremalnej formie arystokratycznej reżyserii ciała, jaką jest taniec dworski. Menuet i inne tańce chodzone, są bowiem celowo pozbawione dynamiki (cechującej taniec ludowy), by uwydatnić gesty, które są ich cząstką podstawową. A zatem jest to szereg figur, stanowiący najwyższą formę sztuki prezencji. Taniec taki właściwie nie jest już rozrywką: nie ma w nim ani spontaniczności, ani zabawy. Stał sie natomiast istotny rytuałem, służącym celebracji gestu, jako jednego z najważniejszych elementów tożsamości klasowej. Przyjrzyjmy się rycinom z przełomu XVII i XVIII wieku w tzw. stylu modnych postaci. Wydawano wówczas kolekcje grafik (autorstwa Leclerca, Bonnarta, St. Jeana, Arnoulta, Jollaina, Lepautre'a i innych nieznanych z nazwiska) przedstawiających konkretne osoby z dworu królewskiego, orz słynnych artystów scenicznych, ubranych zgodnie z najnowszą modą i zatrzymanych w eleganckim geście. Pozy które przybierają bohaterowie tych ilustracji, nie są jedynie wynikiem stylizacji narzuconej przez artystę, nie są jedynie konwencją według której przedstawiano zazwyczaj postaci w grafice czy malarstwie. Możemy zaobserwować na nich rzeczywiste gesty i pozy, w bogatym zestawie, który pozwala wyrobić sobie chociaż podstawowe pojęcie o reżyserii ciała w tej epoce.




      Przedłużeniem gestu i tym co go uwydatniało był strój i akcesoria. Szczególne miejsce wśród tych akcesoriów zajmowały wachlarze. Wykonane z lekkiej kościanej konstrukcji, rzeźbione misternie w barokowe wzory i ażury, a potem uzupełniane papierowym obrazkiem w kształcie półkola z malarskimi scenami. Dama nie rozstawała się z wachlarzem nigdy, bez względu na to, czy było duszno czy nie. Wbrew pozorom czynność wachlowania się była całkowicie marginalna w porównaniu ze zrytualizowanym językiem migowym z którym wiązało się to narzędzie. Każdy ruch był odmierzony, każde drgnienie miało swoje przesłanie. Z całą pewnością od XVI wieku w przestrzeni dworskiej, gest wachlarzem nigdy nie był obojętny, nie chodziło tylko o zasłanianie ust podczas przekazywania sekretów, wachlowanie, czy kokieteryjne zachowanie. Historyczne teksty, artykuły prasowe z XVII i XVIII wieku, oraz satyry jednoznacznie wskazują no to, że język gestów wykonywanych wachlarzem był nie tylko ściśle skodyfikowany, ale również dość uniwersalny na europejskich dworach. Prawdopodobnie zwyczaj ten wywodzi się z Hiszpanii, gdzie panowały surowe zasady moralne i wzajemna kokieteria dworzan była niedopuszczalna, a przynajmniej nie w tak otwarty sposób jak we Francji. Język migowy pozwalał porozumiewać się dyskretnie i elegancko. Od XVII wieku, kultura dworska na zachodzie Europy stawała się jednak coraz bardziej wysublimowana, a język gestów coraz bardziej skomplikowany i sztuka porozumiewania się za pomocą wachlarza stała się powszechna. Zmieniła wówczas swój charakter: zamiast ukradkowo przekazywać zakazane informacje, damy zaczęły władać tym narzędziem swobodnie i w bardzo szerokim zakresie. Stało się to symbolem wyrafinowania, a nawet atrybutem władzy.

        Women are armed with Fans as Men with Swords, and sometimes do more Execution with them. To the end therefore that Ladies may be entire Mistresses of the Weapon which they bear, I have erected an Academy for the training up of young Women in the Exercise of the Fan, according to the most fashionable Airs and Motions that are now practis'd at Court. The Ladies who carry Fans under me are drawn up twice a−day in my great Hall, where they are instructed in the Use of
their Arms, and exercised by the following Words of Command,
Handle your Fans,
Unfurl your fans.
Discharge your Fans,
Ground your Fans,
Recover your Fans,
Flutter your Fans.*
Joseph Addison The Spectator/Wednesday June 20.1711 nr. 102 str. 1:

         Cytat z The Spectator wskazuje na olbrzymią wagę jaką przywiązywano gestu wachlarzem, wchodził on bowiem w skład całej palety umiejętności wymaganych od młodej damy – sztuki poruszania się – reżyserii ciała. W dalszym ciągu tego artykułu, autor opisuje przebieg edukacji. Dowiadujemy się również, że oprócz gestów i pozycjonowania wachlarza, znaczenie miał również dźwięk wydawany przy jego otwieraniu. Młode panny uczył się, trzepotania, wibrowania, a nawet otwierania ich z takim hałasem jak wystrzał z pistoletu. Różne rodzaje dźwięków miały swoje nazwy:

     There is the angry Flutter, the modest Flutter, the timorous Flutter, the confused Flutter, the merry Flutter, and the amorous Flutter.
Joseph Addison The Spectator/Wednesday June 20.1711 nr. 102 str. 2

     Te rodzaje dźwięków i ruchów miały być unaocznieniem emocjonalnego stanu damy. Można po tym poznać nawet jej osobowość. Osobnego treningu wymagał czynność odkładania wachlarza w elegancki sposób, kiedy przeszkadzał w wykonywaniu rozmaitych czynności, np. Grze w karty, lub poprawianiu fryzury.
     Sztuka posługiwania się wachlarzem była w XVII i XVIII wieku traktowania niezwykle poważnie, rozpisywali się nad nią zarówno ci, którzy pragnęli ją zgłębiać, teoretyzować i usystematyzować, jak i satyrycy we wszystkich krajach Europy. Wskazówki dotyczące tej umiejętności można było znaleźć w żurnalach i podręcznikach etykiety. Bardzo interesujące jest dzieło Charlesa Francesa Badiniego z 1797 roku pt. Fanology, or Ladies conversation fan które było drukowane na wachlarzach. Do dzisiejszych czasów zachowało sie kilka takich obiektów, które różnią się dekoracja, ale mają wydrukowany ten sam tekst (np. W Boston Museum of Fine Art i kolekcjach prywatnych). Jest to rodzaj podręcznej instrukcji, czy też słownika gestów z wyjaśnieniem ich znaczenia. Oto kilka wybranych przykładów zaczerpniętych z Cheltenham Art Gallery & Museum:

wachlarz dotykający piersi – wyznanie miłości'
zamknięty wachlarz oparty przy prawym oku – pytanie o spotkanie
wachlarz zamknięty do połowy i przycisniety do warg – zgoda na pocałunek
czubek palca na wierzchołku wachlarza – zaproszenie do rozmowy
wachlarz na prawym lub lewym policzku oznacza odpowiednio tak, lub nie
wolne wachlowanie – jestem mężatką
szybkie wachlowanie – jestem zaręczona
kręcenie wachlarzem w prawej ręce – kocham innego

       Przytoczone przykłady o szkole władania wachlarzem, oraz powyższa lista migowych znaków, nie dają jednak pełnego obrazu omawianego zjawiska. Na dworach europejskich, było ono znacznie bardziej złożone i dalece wykraczało poza potrzebę ukradkowej artykulacji o tematyce miłosnej. Wysoko postawione damy, mogły za pomocą swych wachlarzy rozsądzać o ważnych sprawach w sposób wiadomy tylko wtajemniczonym, podejmować ukradkowe decyzje, lub wydawać rozkazy. A jednak nawet ta kwestia nie jest tu najważniejsza. Sztuka gestu w ujęciu arystokratycznym, wykracza bowiem dalece poza jakąkolwiek celowość. Elitaryzm damy polegać miał nie tym, że potrafiła ona zaprosić kochanka na spotkanie za pomocą gestu wachlarzem, ale na tym że jej poruszanie się było sztuka dla sztuki, że sama ona i całe jej ciało łącznie z kostiumem, poddane było ściśle kontrolowanej reżyserii i zamieniało ja w żywe dzieło. Przykłady opisujące gesty odpowiedzialne za przekazywanie informacji matrymonialnych są co prawda ciekawym źródłem historycznym, lecz jednocześnie trywializują omawiane zjawisko. Wydaje się, że maja one źródło w XIX wiecznej mentalności, kiedy wiktoriańskie damy, próbowały naśladować kulturę sprzed rewolucji, jednocześnie nie mając już żadnego połączenia z ówczesnym stylem i sposobem myślenia. Naginał więc historyczną sztukę gestu do własnych wyobrażeń ukształtowanych przez infantylne romanse. Nieco bliższa prawdzie byla za to wspomniana szkoła operowania wachlarzem z The Spectator. Należy jednak pamiętać, że powołano ją nie dla arystokratek, lecz kobiet pragnących je naśladować przynajmniej w podstawowym zakresie. Świadczy to również o pewnym upowszechnieniu się sztuki gestu, a zatem o jej demokratyzacji w XVIII wieku. W efekcie tego, na przełomie XVIII i XIX wieku, niejaki Badini stał sie pomysłodawcą i producentem tzw. Fanology, or lady's conversation fan. Były to wachlarze z nadrukowanymi instrukcjami gestów przekazujących informacje, lecz nia na zasadzie skomplikowanego kodu jak dawniej na dworach, ale zwykłej mieszczańskiej zabawy towarzyskiej dostępnej dla każdego. Przypominało to gre w kalambury i było niezwykle modnym gadżetem, bardzo ciekawym z perspektywy historycznej, ale znamionującym upadek sztuki gestu pod koniec XVIII wieku.

wachlarz - Fanology Charlesa Badiniego

      A jednak, mimo niekwestionowanej złożoności kultury salonowej i dworskiej, dla wielu kobiet umiejętności tego typu były niewystarczające. Mowa tu o damach z umysłami ścisłymi, które pragnęły oddać się nauce matematyki, fizyki, czy filozofii. W czasach w których przyszło im żyć, nawet najbardziej liberalne rozprawy o wychowaniu płci pieknej, odradzały nauczania ich przedmiotów ścisłych, a nawet powszechnie mniemano, że kobiecym umysłom brak odpowiednich predyspozycji do zgłębiania tych dziedzin. Dlatego też w XVII wieku damy decydujące się przeciwstawić temu stereotypowi należały do rzadkości, a jednak z czasem było ich coraz więcej. Wyraźna zmiana nastąpiła w II połowie XVIII wieku; dotąd panie miały tylko dwie kategorie społeczne do wyboru:dewotka, lub kokietka, teraz jednak powstała nowa kategoria tzw. damy filozofującej. Świadczy to o tym, że nauka ogólnie pojęta stała się wśród kobiet wiele bardziej powszechna. W epoce oświecenia eksperymenty chemiczne, fizyczne, a nawet robotyka, były niezwykle popularne, a ponieważ dopuszczono do nich kobiety, które wyznaczały trendy, wkrótce te mało modowe - jakby się zdawało – przedmioty, stały się częścia świata mody. Malarstwo i grafika z II połowy XVIII wieku obfituje w przestawienia widzów, w tym również płci żeńskiej, którzy obserwują eksperymenty naukowe. Najsłynniejsze są obrazy Josepha Wrighta of Derby z filozofami obserwującymi mechaniczne planetarium, oraz z prezentacją naczynia próżniowego w którym ginie nieszczęsny ptak na oczach młodych, przejętych dziewcząt. Wszystkie nowiny i wynalazki natychmiast znajdowały odzwierciedlenie w świecie mody. Wielka popularnością cieszył się pierwszy lot balonem w 1783 roku, kiedy człowiek zrealizował wreszcie swe marzenie o lataniu. Natychmiast motyw balonu zagościł na modnych akcesoriach: butach, kieszeniach, wachlarzach, porcelanie, tabakierach, licznych grafikach, obrazach, nawet w tle portretów kobiecych. Na uwagę zasługują również XVIII – to wieczne próby w dziedzinie robotyki. Niezwykle modne były wówczas androidy o mechanizmach zegarowych, oraz maszyny działające według systemu zero – jedynkowego. Więcej na ten temat pisałam w poście pt. Androidy sprzed wieków




Obrazy Josepha Wrighta of Derby 




pantofle ranne haftowane w scenę z balonem w zbiorach MFA


Ilustracja żurnalowa prezentując modę z II połowy lat 90' XVIII wieku, na postaciach latających balonem.


Projekt mechanicznej kaczki Vaucanson


Android Marii Antoniny

      Warto przy tym zauważyć, że nauka nigdy nie wyszłaby poza sztywne podręczniki, poza przestrzeń uczelni i laboratoriów, nigdy nie trafiłaby do świata mody i nie ulegał takiemu spopularyzowaniu, gdyby nie wielki optymizm jaki okazały jej kobiety. Niektóre z nich były wyjątkowo wybitnymi umysłami i warto przytoczyć ich sylwetki, gdyż zajmują one poczesne miejsce w historii wykształcenia kobiet.
Jedną z nich była Emilia du Chatelet – kochanka i uczennica Voltaire'a, który z resztą niejednokrotnie zajmował się działalnością pedagogiczną wśród arystokratek. Oto jak słynny filozof wspomina markizę w swoich pamiętnikach:

      W 1733 roku poznałem pewną młodą damę, która myślała podobnie jak ja i która postanowiła spędzić kilka lat na wsi  z dala od tumultu świata: była to markiza du Chatelet, obdarzona największym talentem do wszystkich nauk francuska białogłowa.
Jej ojciec, baron de Breteuil, kazał ją nauczyć łaciny, którą władała jak pani Dacier: znała na pamięć najpiękniejsze fragmenty Horacego, Wergiliusza i Lukrecjusza; była obeznana ze wszystkimi dziełami filozoficznymi Cycerona. Największe upodobanie miała do matematyki i metafizyki. Rzadko tak wielka trafność sądu idzie w parze z tak wielkim zapałem do nauki. Nie mniej lubiła życie światowe i wszystkie przyjemności właściwe jej wiekowi i płci. Wszystko to jednak porzuciła  b zagrzebać się w zrujnowanym pałacu na pograniczu Szampanii i Lotaryngii, w okolicy nieurodzajnej i brzydkiej. Upiększyła ów pałac, ozdabiając go wcale miłymi ogrodami. Ja urządziłem w nim galerię i założyłem bardzo piękny gabinet fizyczny. Mieliśmy bogato wyposażoną bibliotekę. Kilku uczonych prowadziło w naszym ustroniu dyskusje filozoficzne. Przez całe dwa lata gościliśmy słynnego Koeniga, który w chwili śmierci był profesorem w Hadze i bibliotekarzem księżnej Orleańskiej. Maupertuis przybył razem z Jeanem Bernouillim(...)
        Panią du Chatelet uczyłem angielskiego. Po trzech miesiącach znała go równie dobrze jak ja i czytała z jednakową łatwością Locke'a, Newtona i Pope'a. Równie szybko nauczyła się włoskiego. (...)
Długo nasza uwaga skupiała się na Leibnitzu i Newtonie. Pani du Chatelet zajęła sie najpierw Leibnitzem i rozwinęła część jego systemu w bardzo dobrze napisanej książce pt. "Institutions de physique". Nie starała się bynajmniej upiększać tej filozofii obcymi jej ornamentami; zmanierowanie obce było jej męskiej naturze (sic!) i naturalnemu usposobieniu. Jasność, precyzja i elegancja znamionowały jej styl. Jesli kiedykolwiek udało sie żywić idee Leibnitza, to stało się w tej właśnie książce (...)
       Z natury dociekająca prawdy pani du Chatelet, porzuciła wkrótce wszystkie systemy i zajęła sie odkryciami wielkiego Newtona. Przełożyła na francuski całe "Principia Mathematica" i gdy potem pogłębiała swoją wiedzę  dodała do tego dzieła, które tak mało ludzi rozumie, komentarz algebraiczny równie nieprzystępny dla przeciętnego czytelnika. Pan Clairaut, jeden z najlepszych naszych matematyków, dokładnie przejrzał ów komentarz  Rozpoczęto jego edycję; gdyby jej nie ukończono, przyniosłoby to ujmę naszemu wiekowi.
Voltaire Pamiętniki str. 17 Warszawa 1994


Portret pani du Chatellet z okresu spędzonego z Voltairem


Portret nastoletniej pani du Chatellet autorstwa Largilliere'a


Gabinet fizyczny, który Voltaire urządził dla pani du Chatellet.

       Voltaire rozpływa się w swoim pamiętniku nad wielkimi osiągnięciami swojej kochanki i uczennicy, a mimo to, skoro już pochwalił jej umysł – określił go jako męski. Uczynił to nawet mimo faktu, że przyzwyczajony był obcować z wykształconymi damami i mimo swoich arcy liberalnych poglądów jak ona owe czasy. Skupmy sie jednak jeszcze przez chwilę na pani du Chatelet, której zasługi są rzeczywiście ogromne, a wspomniane opracowania dzieł fizycznych i matematycznych – do dziś aktualne i cenione. Jej fascynacje zaczęły się już we wczesnej młodości o czym świadczy najpiękniejszy jej portret autorstwa Nicolasa Largilliere'a, na którym markiza ma lat kilkanaście, jest ubrana w luźny negliż i spogląda w górę, jej lewa ręka spoczywa na globusie, a w prawej trzyma cyrkiel. Ten portret różni sie od innych wizerunków młodziutkich dam tej samej epoki i przedstawia kobietę uczoną. Od tej pory markiza zawsze portretowała sie cyrklem – symbolem nauk ścisłych. Na niektórych obrazach pani du Chatelet występuje na tle biblioteki, lub modelu astronomicznego, pochyla się nad książkami i kartonami zapisanymi notatkami matematycznymi, ale zawsze towarzyszy jej ten nieodłączny rekwizyt. Wizerunek kobiety z cyrklem i to już na początku XVIII wieku, wyraźnie przełamał stereotyp obrazowania kobiety w ówczesnej ikonografii.
       Kolejną ciekawą postacią była Maria Sibylla Merian – Niemka holenderskiego pochodzenia, która zajmowała entomologią na poziomie wcześniej nie znanym. Na przełomie XVII i XVIII wieku, urządziła pierwszą w historii ekspedycję naukową do dżungli brazylijskiej, dokąd wyruszyła ze swoją córką. Prowadziła tam badania nad egzotycznymi owadami i ich cyklem rozwojowym, oraz zajmowała sie botaniką egzotycznych roślin. Jej badania wiele wniosły do ówczesnej entomologii, ponieważ były prowadzone z rzadkim jak na tamte czasy profesjonalizmem. Dokumentacja była szczegółowa, a wnioski uargumentowane doświadczeniem empirycznym. Oprócz tego Maria Sibylla Merian, miała za sobą również klasyczne wychowanie salonowe, tak więc potrafiła pięknie rysować i malować. Sama stworzyła wspaniale ilustrowany katalog roślin i owadów egzotycznych, który do dziś zachwyca swoim poziomem artystycznym. W tamtych czasach jej rysunki miały niemały wpływ na wzornictwo tkanin – zwłaszcza angielskich, ponieważ dostarczyły nowych wzorców i inspiracji desenistom zainteresowanym botaniką.



         W I połowie XVIII wieku, w angielskich manufakturach jedwabnych w Spitalfields pracowała kolejna kobieta o wielkich zdolnościach. Była to Anna Maria Grthwaite – niezwykle płodna i ciekawa desenistka, pracująca w zawodzie zdecydowanie zdominowanym przez mężczyzn. Mimo to, jej prace przetrwały w olbrzymiej liczbie – zwłaszcza w zbiorach V&A i są obecnie bardzo cenione i rozpoznawalne. Anna Maria była nie tylko grafikiem i projektantką, ale również botanikiem, oraz teoretykiem sztuki. Miała wkład w słynne dzieło Hogarta pt. Analysis of beauty.


Rodzaje linii giętych - ilustracja z Analysis of beauty. Linia gięta była podstawa ornamentu rokokowego i kompozycji w sztuce tego okresu. Kompozycje serpentynowe były zasadą projektowania Anny Marii Garthwaite.

       Przy okazji rozważań na temat wykształcenia kobiet w omawianych epokach, nie można pominąć również Laury Bassi, która jest zarówno przykładem wybitnego umysłu, jak i zmagań z ograniczeniami społecznymi jakie dotykały te przedstawicielki płci pięknej, które decydowały się na bardziej niekonwencjonalną karierę. W czasach gdy niechętnie zapoznawano kobiety z naukami ścisłymi, a drzwi uczelni były dla nich zamknięte, Laura Bassi została pierwszym w historii profesorem – kobietą. Jej pasja zaczęła się już w dzieciństwie kiedy zaprzyjaźniony lekarz rodzinny – Gaetano Tacconi, dostrzegł jej talent i potajemnie przekazywał jej swoją wiedzę w dziedzinie matematyki, fizyki i medycyny. Gdy uznał, że jego uczennica zrobiła duże postępy, zaprowadził ją na debatę naukową, która niezwykle przypadła Laurze do gustu i od tej pory została stałą bywalczynią podobnych sesji. To tam, dzięki swoim trafnym spostrzeżeniom, wiedzy i argumentacji zyskała rozgłos i uznanie. Jej sława była tak ogromna, że w wieku zaledwie 21 lat otrzymała tytuł profesora anatomii na uniwersytecie w Bolonii. Stanowisko to objęła w 1732 roku i było to wydarzenie absolutnie bezprecedensowe. Jednak na tym nie koniec, ponieważ wkrótce Laura Bassi objęła również profesurę w dziedzinie filozofii i fizyki. Te trzy tytuły, które otrzymała honorowo dzięki swej wiedzy, wzbogaciła następnie o tytuł doktora nauk, który obroniła w wyniku wielu egzaminów. Wydawać by się mogło że te zaszczyty i podziw jaki wzbudzała, całkowicie wystarczyły, by bez przeszkód mogła uczestniczyć w naukowym życiu Bolonii. Nic bardziej mylnego. Uznano bowiem, że kobieta publicznie wykładająca, lub nauczając mężczyzn na uznanej uczelni stanowi skandaliczny obraz. Bardzo rzadko dopuszczano ją więc do głosu, a swoich studentów zmuszona była przyjmować w prywatnym laboratorium, nie zaś na terenie uniwersytetu.

Portret Laury Bassi.

         Na zakończenie pragnę przytoczyć jeszcze jedną postać – słynną hrabinę de Genlis – kobietę uczoną i uczącą, moralistkę, pisarkę, pedagoga i znawczynię kultury. Była ceniona nawet po Rewolucji Francuskiej i to właśnie do niej zwrócił się Napoleon Bonaparte z prośba by została jego konsultantką w sprawie odbudowy etykiety i ceremoniału dworskiego. W wyniku tej współpracy powstało słynne dzieło hrabiny pt Słownik etykiety dworskiej. Ale długo przed Napoleonem i rewolucją, prowadziła już intensywną działalność na wielu polach. Należała do elit i miała arbitralny tytuł damy dworu królowej Marii Antoniny. Jednak to jej dokonania w dziedzinie pedagogiki dziecięcej zasługują na specjalną uwagę. Została ona bowiem poproszona przez książąt Orleańskich o nauczanie ich dzieci: księcia de Chartres – przyszłego króla Ludwika Filipa, oraz jego siostrę księżniczkę d'Orlean. Do grupy uczniów należała również starsza córka hrabiny, oraz niejaka Pamela (nazwana tak na cześc bohaterki modnej powieści Pamela, czyli cnota wynagrodzona Richardsona) – dziewczynka sprowadzona z Anglii, która pełniła role towarzysza zabaw i lektora języka angielskiego. Pierwszą nowością, którą zaprowadziła hrabina, było całkowite równouprawnienie; tzn. że uczyła zawsze całą grupę dzieci na raz i mały książę otrzymał takie samo wykształcenie jak dziewczęta. Poza tym pani de Genlis stosowała nowatorskie metody nauczania zgodne z postulatami i filozofią II połowy XVIII wieku (zwłaszcza filozofią Rousseau). Dzieci nie musiały uczyć się na pamięć obszernych tekstów pod karą rózgi jak to bywało w zwyczaju, lecz poznawały świat empirycznie i poprzez zabawę. Przebywały dużo na świeżym powietrzu, zażywały ruchu i uczyły się poprzez rozmaite doświadczenia. Np. Wyprawy na łąkę połączone były z nauka o ziołach i kwiatach, w efekcie czego uczniowie tworzyli zielniki, oraz poznawali świat owadów. Hrabina stworzyła dla nich dobrze wyposażony gabinet historii naturalnej. Zabierała ich również na wyprawy do różnych warsztatów rzemieślniczych, gdzie poznawali procesy tworzenia przedmiotów użytkowych. Mali arystokraci uprawiali nawet własne ogródki z warzywami i zbożem. Ponad to, aby podnieść poziom wykształcenia, hrabina posiłkowała się dodatkowymi nauczycielami – specjalistami w różnych dziedzinach. O tym jak efektywna była to nauka świadczy najlepiej ustęp z jej pamiętnika, w którym opisuje wykształcenie swej starszej córki:

      Nadzwyczajna piekność mojej starszej córki, zadziwiające jak na jej wiek talenta i uroczy charakter, jako i ta okoliczność, że moje miejsce damy dworu, które ona miała otrzymać stało się wakującym i wreszcie pułk obiecany temu, którego poślubi, sprawiły że już teraz zaczęły sie o nią starać liczne osoby. Nie miałam najmniejszej ochoty wydawać ją za mąż w tak młodym wieku i przywiązywała dużą wagę do dokończenia jej edukacji. Nieźle już muzykowała; w zadziwiający sposób grała na klawesynie i przynajmniej tak samo dobrze na harfie, na której grać ją sama nauczyłam metodą – którą wymyśliłam – ćwiczenia oddzielnie obu rąk wprawkami zawierającymi kolejno wszystkie trudności. Rozpoczęłam, gdy miała lat dziewięć, a w wieku lat trzynastu grała na harfie bardzo pięknie, wykonując najtrudniejsze utwory na klawesyn. Rysowała portrety w sposób uroczy i podług natury; w niedługo potem malowała doskonale we wszystkich rodzajach: w miniaturze i w oleju. Nie widziałam, żeby ktoś tańczył równie jak ona przystojnie.

        Prócz tych talentów przyjemnych i wykwintnych posiadała duże wykształcenie i solidnośc umysłu; później studiowała chemię i wykonując różne eksperymenta, odkryła pewna sól, którą nazwano jej imieniem.

Stephanie Felicite de Genlis Pamiętniki str. 225 Warszawa 1985

        Pod koniec cytatu celowo zrobiłam odstęp, którego pierwotnie nie było w cytowanym fragmencie. Mamy tu bowiem tekst wyraźnie podzielony na dwie części: w pierwszej hrabina rozpływa się nad umiejętnościami córki, które określa mianem wykwintnych, a które były częścią pożądanego wykształcenia każdej panny z dobrego domu; w drugiej części natomiast znacznie bardziej lakonicznie, co widac nawet po objętości tekstu, autorka wspomina o wielkim osiągnięciu naukowym swej córki. Jest to prawdziwy paradoks, który jak sądzę wynika z połączenia mentalności w jakiej dorastała hrabina, z jej nowoczesnym podejściem i otwartym umysłem. Z pewnością jednak ceniła sobie bardzo odkrycia córki i ją podziwiała, lecz sama byc może wiele wiedziała w tej dziedzinie. Jak się domyślam, autorka pamiętnika wyznawała ideał salonowy, którego twórczynią była markiza de Rambouillet, a który już wcześniej naszkicowałam. Według tego ideału, piękna kobieta, powinna pomnażać swe piękno, roztaczając je wokół siebie za pomocą muzyki, sztuki, uprzyjemnienia życia. Taki jest więc prawdziwy ideał wychowania kobiet w XVII i XVIII wieku – opierający się na estetyce i pragnieniu doskonałości przypisanym ich płci. Jeżeli nawet któraś z pań zdradzała pasję do nauk ścisłych, pozwalano jej w końcu realizować te zainteresowania. Lecz nawet gdy osiągała sukcesy, uważano że mniej jest jej do twarzy z cyrklem, niż z klawesynem.


KONIEC


środa, 30 października 2013

O wychowaniu kobiet część 1

Pod koniec niedzielnego wykładu, obiecałam słuchaczom że opublikuję tekst wystąpienia na blogu. pisanie tekstu zajmuje mi jednak wiele czasu, dlatego też będę go publikować w częściach.


       Aby docenić doniosłość przełomu, jaki się dokonał w związku z wychowaniem kobiet w XVII i XVIII wieku, musimy na chwilę cofnąć się do epoki renesansu, która dla dam nie była zbyt łaskawa. Gloryfikowano wówczas prawodawstwo rzymskie i wcielano je w życie, czego konsekwencja było ukrócenie równouprawnienia płci wywalczonego wcześniej przez średniowiecze. Kobiety utraciły wówczas swoje prawa cywilne i polityczne, a tym samym zostały uzależnione prawnie i prywatnie od mężczyzn. Ucierpiały również pod względem intelektualnym. Uczelnie wyższe, które rozkwitły w późnym średniowieczu, przeznaczone były wyłącznie dla mężczyzn. Wkrótce instytucje tego typu zmonopolizowały świat nauki, a tym samym, całkowicie wyłączyły z niego kobiety. Wkrótce przypisanie sfery intelektualnej wyłącznie mężczyznom, zakorzeniło się w wyobraźni społecznej. Panował pogląd, że dogłębna wiedza i wykształcenie, psuje kobiety moralnie, a nawet pozbawia je płodności. Ten rodzaj myślenia pokutował niestety przez kolejne stulecia. W ich wyniku, w dobie renesansu, wykształcenie było dostępne niemal jedynie tym przedstawicielkom płci pięknej, które decydowały się zostać kurtyzanami. Natomiast kobiety szanowane, które były żonami i matkami, właściwie nie miały dostępu do wiedzy i ambitnej literatury, a ponad to zmuszone były prowadzić życie raczej domowe, niż światowe. Drugą grupę kobiet szanowanych, stanowiły jeszcze bardziej odseparowane od świata zakonnice, którym renesans przyniósł równie wiele szkód. W poprzedniej epoce klasztory żeńskie były równie autonomiczne jak męskie, i podobnie jak mnisi, zakonnice mogły prowadzić studia teologiczne i naukowe. W renesansie natomiast, dostały sie pod całkowita kontrole duchownych mężczyzn i od tej pory główny nacisk w ich klasztornej egzystencji, położono na pokutę i posłuszeństwo, gdzie nie pozostawało wiele miejsca na indywidualizm. Problem ten opisuje bardzo wnikliwie Mary Laven w swojej książce Karnawał w klasztorze. Te zaś niewiasty, które decydowały sie jednak realizować na polu intelektualnym, najczęściej musiały pogodzić się z ostracyzmem społecznym. Co ciekawe, mimo wielkich zmian w podejściu do wykształcenia kobiet w późniejszych epokach, takie mechanizmy społeczne przetrwały wśród mieszczaństwa. Dowodem tego jest fragment pamiętnika Marie – Jeanne Roland z drugiej połowy XVIII wieku, kiedy działalność naukowa wśród arystokratek nie tylko była już powszechna, ale wręcz należała do świata mody.

     Nigdy nie wzięła mnie pokusa, żeby zostać pisarzem; spostrzegłam bardzo wcześnie, że kobieta, która zdobywa sobie miano pisarza, więcej traci niż zyskuje. Mężczyznom przestaje się podobać, a przedstawicielki tej samej płci, krytykują ją; jeśli dzieła są nieudane, ludzie naśmiewają się z niej i słusznie; jeśli są dobre, odmawia się jej autorstwa tychże. Gdy już muszą uznać, że to ona napisała najlepsze ich partie, tak nicują jej charakter  obyczaje, konduitę i zdolności, że wrzawa rozpętana wokół przywar autorki, przygłusza jej sprawę.
Marie – Jeanne Roland Pamiętniki str. 158 Warszawa 1976

     Bardzo bliski temu stwierdzeniu jest przykład losów niejakiej madame Necker, która publikowała wszystkie dzieła pod nazwiskiem męża na którego spływały wszystkie należne jej zaszczyty.
        Wracając jednak do epoki renesansu i wczesnego baroku, trzeba zwrócić uwagę na wytworzenie się w ówczesnej kulturze wyraźnego nurtu mizoginicznego, który nasilił się zwłaszcza w okresie kontrreformacji. Doskonałym przykładem jest dzieło Jeana Cousina – obraz przedstawiający Ewę z raju. Jest to jeden z przykładów renesansowego malarstwa francuskiego i niesie ze sobą bardzo konkretne przesłanie. Na pierwszy rzut oka, Ewa wygląda jak Wenus, ale brak tu amorków i radości. Jej łokieć spoczywa na czaszce i piękność modelki nabiera tu wyjątkowo niepokojącego charakteru zwłaszcza, że w tle dominują ciemne plamy i nagie ciało lśni w kontraście z ciemnością, a właściwie na tle ruin cywilizacji. W tym obrazie nastąpiła symbioza dwóch tradycji: biblijnej i mitologicznej. Ewa jest tu bowiem równoznaczna z postacią Pandory. Obraz zyskuje zatem podwójną siłę ostrzeżenia przed niebezpieczeństwem jakie niesie ze sobą uroda kobieca, oraz przed złem, którego kobieta jest najwyraźniej źródłem. Jej uwodzicielska moc opera się przecież zakazom i ograniczeniom nałożonym na jej płeć, a zatem ma w sobie demoniczny pierwiastek.

     Jest zatem zrozumiałe, że w epoce w której panował tak mizoginiczny światopogląd, odpowiednie wychowanie stanowiło klucz do ujarzmienia ich niepokojącej siły.

        W edukacji dziewcząt imperatyw pozycji społecznej i czystości moralnej był równie ważny, jak ostrzeżenia przed niebezpieczeństwami czyhającymi w świecie.
     (...) W dziedzinie religii i moralności edukacja dziewcząt skupiała się na posłuszeństwie, niewinności, wstydzie, rezerwie, , lęku przed mężczyznami i ostrzeżeniu przed groźną siłą namiętności. O ile w koncepcji tradycyjnie mizoginicznej kobiety charakteryzuje brak racjonalności i nieczysta seksualność, o tyle kultura kobieca postrzega samą siebie całkiem inaczej. W matczynych pokojach, klasztornych celach, pokolenie za pokoleniem dziewczęta mogły przeżywać w dłuższym, lub krótszym okresie czasu utopię życia na sposób kobiecy, niewinny i cnotliwy, przypominający wzorzec typowy dla kultu maryjnego: utopię wieku niewinności, któremu wejście w życie nieuchronnie miało położyć kres.
Benedetta Creveri Złoty wiek konwersacji str. 36 Warszawa 2009

        Przyjrzyjmy się zatem rodzajom standardowego wykształcenia jakie oferowano kobietom w XVI, XVII i XVIII wieku. Można ją podzielić na trzy kategorie: nauka domowa, nauka w klasztorze, oraz lekcje katechizmu w salach przykościelnych dla miejscowych dzieci. Nauka domowa dziewcząt nie miała programu ścisłe określonego w omawianych epokach i w dużej merze zależała od zamożności i ambicji samych rodziców. Mogła się ona odbywać zarówno za pośrednictwem nauczycieli wynajmowanych przez rodzinę, jak i ograniczyć się do przekazania przez matkę podstawowych umiejetności z zakresu prac domowych i dbałości o gospodarstwo. Córki arystokratów miewały lekcje na wysokim poziomie pod okiem znanych pisarzy, oraz muzyków i był to standard do którego starały się dążyć rodziny mieszczańskie, które dziś nazwalibyśmy inteligencją z klasy średniej. Przykładem mogą być znowu pamiętniki Jeanne Roland, która pochodziła ze szczęśliwego paryskiego domu, rzemieślniczej rodziny. Wspomina ona nauczycieli którzy przychodzili by uczyć ją ortografii i łaciny przy czym zaznacza, że ten drugi przedmiot nie należał do standardów nauczania wśród dziewcząt z jej klasy społecznej. Odwiedzał ją również nauczyciel, który zapoznał ją z podstawami geografii i historii, a także nauczyciel tańca, spiewu i rysunku.
       Osobne zagadnienie stanowi nauka klasztorna. Dziewczęta z rodzin szlacheckich i mieszczańskich, spędzały zwykle kilka lat mieszkając w klasztorach gdzie pobierały nauki. Wiedza którą tam przekazywano, była bardzo podstawowa, ale wykształcenie nie było głownym celem pobytu panien za murami konwentu. Miały one spędzic tam wczesną młodość, w niewinności i posłuszeństwie, odseparowane od moralnych zasadzek świata zewnętrznego. Jednym słowem, pobyt w klasztorze miał je ukształtować pod względem religijnym i obyczajowym. Opisy edukacji klasztornej znamy z wielu źródeł historycznych, posłużę się tu przykładem z życia Jeanne Antoinette Poison – późniejszej markizy de Pompadour.

        W klasztorze (...) Jeanne Antoinette przyzwyczaiła się nosic ciasno sznurowany gorset, który w owym czasie był niezbędny dla właścwego podkreślenia kobiecej sylwetki. Nauczyła się szycia i haftowania, podstaw arytmetyki i ortografii, a także pisania i przesyłania wiadomości do swojego nieobecnego, lecz kochającego ojca. Często słuchała fragmentów z Biblii, także odczytywanych po łacinie. Każdy dzień w klasztorze zaczynał sie o szóstej rano modlitwą, a resztę dnia wyznaczały kolejne religijne praktyki.

Margaret Crossland Madame de Pompadour str. 27 Warszawa 2002






         Przełom w dziedzinie wychowania i wykształcenia kobiet, a co za tym idzie również ich roli społecznej, nastąpił jednak już w pierwszej połowie XVII wieku. A wszystko za sprawą kobiety właśnie – markizy de Rambouillet. Uważa się ja za prekursorkę kultury salonowej, która nie tylko pozwoliła kobietom odzyskać prestiż społeczny, ale również odmieniła oblicze arystokracji europejskiej.
       Markiza spędziła swoja młodość u schyłku renesansu na dworze króla Henryka IV Burbona. Z całą pewnością nie był to dwór baśniowy. Panowała tam kultura stricte męska, która oferowała surowy intelektualizm i rozrywki pozbawione wdzięku, kobiety traktowano tam raczej przedmiotowo. Na domiar złego sprzęgło się to z powszechnym kryzysem tożsamości klasowej arystokracji, który wynikał z dezaktualizacji etosu rycerskiego. To znaczy, że szlachta utraciła swój elitaryzm i całą otoczkę, która wyróżniała ją spośród reszty społeczeństwa. Zaszła więc paląca potrzeba zaprowadzenia pewnych reform w celu stworzenia takiej kultury arystokratycznej, która odpowiadałby potrzebom nowej epoki baroki i epok po niej następujących – słowem – nowoczesnej. Reformy tej dokonała madame de Rambouillet, zakładając swój paryski salon zwany chambre bleau – błękitnym salonem, w pałacu hotel Rambouillet przy ulicy Saint Honore. Rozkwitła tam nowa kultura elit w myśl której kobiety przejęły funkcje pedagogiczne względem mężczyzn w dziedzinie manier, konwersacji, rozrywek i sztuki. Miały one nie tylko wyznaczac kanony galanterii i etykiety, ale równiez prowadzic rozległ mecenat artystyczny dla rozwoju kultury narodowej. Madame de Rambouillet, we wszystkich swoich dzialaniach odniosła wielki sukces, który następnie był pomnażany przez liczne nasladowczynie w kolejnych dekadach i poza granicami Francji, aż do Rewolucji Francuskiej.







        Nowa kultura arystokratyczna opierała się przede wszystkim na wyrafinowanej estetyce, która miała wywrzeć wpływ na wszystkie dziedziny życia prywatnego, politycznego i społecznego. Człowiek należący do elit, a zwłaszcza kobieta miała stać się chodzącym dziełem sztuki. To nowe podejście przyniosło wielkie zmiany w kwestii wychowania i wykształcenia kobiet w omawianym okresie. Dama, która miała objąć mecenat artystyczny, musiała mieć obycie światowe, wyrobiony gust i lotny umysł. Stanowisko to spotkało się z gorącym poparciem wielu wielkoformatowych postaci historycznych, które miały decydujący wpływ na rozwój kultury i oświaty francuskiej. Byli to między innymi kardynał de Richelieu i kardynał Mazarini, którzy między innymi pełnili funkcje, które dziś nazwalibyśmy ministerstwem propagandy. Doskonale zdawali sobie oni sprawę z tego jaki wpływ na rozwój kultury mogą wywrzeć wykształcone kobiety, dopuszczone do głosu i jak moga one odmienić grubiańskie obyczaje renesansu i wczesnego baroku. W 1678 roku ukazało się natomiast dzieło Fenelona – biskupa Cambrai pt. O wychowaniu młodzieży płci żeńskiej, w którym w swposób otwarty, autor zaleca liberalne wykształcenie kobiet i zezwolenie im na czynie ambitnej literatury. Również on zauważył jak korzystne są dla mężczyzm rozmowy z kulturalnymi kobietami. Alarmował jednak przed zbyt intensywnymi kontaktami tego typu i zbytnią feminizacja mężczyzn. Te obawy, z resztą pochodzące również ze strony innych autorów, niestety wypowiadane były albo zbyt późno, albo zbyt mało dobitnie, ponieważ już kilkanaście lat później feminizacja mężczyzn nabrała rozpędu, którego nic nie było wstanie powstrzymać. Wiek XVIII obfitował już w postaci zniewieściałych galantów, również w środowisku rządowym Francji co doprowadziło do rozkładu państwa i monarchii, a w konsekwencji było jednym z powodów wybuchu Rewolucji Francuskiej.

Ksiądz de Raynal powiedział, że ze wszystkich mężczyzn Francuzi najbardziej przypominają z charakteru kobiety, a ta dość trafna uwaga może wyjaśnić wiele spraw rewolucji.
Ludwik Filip – książę de Chartres Pamiętniki z czasów Wielkiej Rewlucji str. 35 Warszawa 1988

       W tym samym okresie w którym pojawiały się liberalne programy nauczania dla kobiet, powstawały również liczne satyry które prezentowały przeciwny światopogląd. Przykładem pierwszym z brzegu mogą być liczne fragmenty w komediach Moliera, które ośmieszają kobiety "wykształcone", które pyszniły się swoją wiedzą i jednocześnie demaskowały się brakiem inteligencji czy ignorancją.
Przykładem kobiety wykształconej wszechstronnie, w stylu późno barkowym, jest znowu madame de Pompadour. Ta dama z pewnością nie okryła się nigdy śmiesznością i nie dała satyrykom inspiracji do krytykowania kobiecego umysłu. Cytowałam wcześniej fragment opisujący jej pobyt w szkole klasztornej, jednak na tym nie skończyła się jej edukacja. Po opuszczeniu konwentu, w wieku lat siedmiu, Jeanne Antoinette usłyszała od wróżki madame Lebon przepowiednię, według korej miała ona zostac w przyszłości metresą królewską. W związku z tym, rodzina a zwłaszcza majętny przyjaciel jej matki – szlachcic pan de Tournehem, inwestowali ogorome sumy, by dokształcic młodą pannę, aby w przyszłości sprostała wymagającej pod względem kulturalnym i intelektualnym – roli metresy króla Francji. Jej wykształcenie będzie zatem doskonałą próbką tego, co wywalczyła madame de Rambouillet, oraz inne salony intelektualne, czyli nowego modelu wychowania damy.

Nauczycielem muzyki i śpiewu Jeanne Antoinette był człowiek o jednym z najwiekszych nazwisk w świecie muzycznym tamych czasów – Pierre Jelyotte, kontratenor, który kształcił się w katedrze w Tuluzie. Zyskał tak wielką sławę, że w 1738 roku został zaproszony do Paryskiej Opery, a w nastepnym roku świecił triumfy w operze Jeane'a Philippe'a Rameau "Les indes galantes". Jelyotte był nie tylko śpiewakiem, lecz również instrumentalistą, później zaś dawał wystepy zarówno przed królem, jak i przed madame de Pompadour. Zapewne nie zgodziłby się na przyjęcie stanowiska nauczyciela muzyki Jeanne Antoinette (...) gdyby nie był pod wrażeniem jej świeżego, młodego głosu. Na obrazie namalowanym przez Bouchera, a wiszącym dzis w Luwrze, Jeanne Antoinette stoi koło klawesynu z palcami lewej dłoni na klawiaturze, gdy tymczasem na słynnym pastelu La Toura, także znajdującym się dziś w Luwrze, trzyma ona w dłoniach nuty. Chociaz w owym czasie dziwczyna była jeszcze nastolatką, już jak się wydaje stoi na scenie w asyście wszystkich muz.
Jeanne Antoinette uczyła się stać, chodzić i tańczyć pod okiem niejakiego Guibaudeta, o którym poza nazwiskiem nic nam nie wiadomo. Także tancerze i tancerki z Opery Paryskiej pomagali w edukacji tej pełnej wdzięku i zdolnej dziewczyny, w którą tak wiele inwestowano. Jeanne Antoinette, odbierała lekcje od autora sztuk teatralnych Crebillona starszego.
Margaret Crossland Mdame de Pompadour str. 35 Warszawa 2002





W dalszym ciągu biografii czytamy, że w fazie przygotowania do pełnienia upragnionej roli na dworze, Jeanne Antoinette była również uczona gry aktorskiej, gry na harfie i klawesynie, malowania i rysowania (zachował się jeden jej autoportret w technice pastelu), grawerowania(na niektórych portretach jej nadgarstek zdobi wykonana przez nią kamea z wizerunkiem Ludwika XV), zgłębiała botanikę, architekturę, historię i geografię, była na bieżąco z najnowsza literatura francuską, oraz osiągnięciami artystów francuskich, znała doskonale klasykę literatury francuskiej powstałej w XVII wieku. Jako żona pana d'Etioles została ponadto stała bywalczynią salonów paryskich, a zwłaszcza salonu pani de Tencin, gdzie opanowała trudna sztukę konwersacji, oraz nawiązała cenne przyjaźnie z Crebillonem synem, Voltaire'm, Monteskiuszem, Marivaux i Fontenellem. Później poznała również Diderota i wszyscy ci pisarze, oraz inni filozofowie i naukowcy cieszyli się jej mecenatem w czasie gdy objęła stanowisko metresy.
Nie ma wątpliwości co do tego, że wysiłki rodziny i nauczycieli nie poszły na marne i że dziewczyna otrzymała wzorowe wykształcenie godne księżniczki, które możemy traktować jak modelowe, które wyznaczało wysokie standardy którym rodzice córek starli się dorównac w miarę mozliwości materialnych i innych uwarunkowań społecznych. W połączeniu z inteligencją markizy de Pompadour, jej wiedza i doświadczenie zaowocowały jednym z najciekawszych mecenatów w historii kultury europejskiej. Oprócz wymienionych wcześniej pisarzy, metresa objęła opieką, również medyków i naukowców, którym przewodził jej osobisty lekarz, oraz malarzy takic jak: Boucher, La Tour, Van Loo, Nattier etc., rzeźbiarzy jak Pigalle i Falconet, kompozytorów muzycznych, desenistów, ebenistów jak Reisner, jubilerów, architektów jak Gabriel. Do jej wielkich osiągnięc nalezy rownież powołanie szkoły dla ubogich chłopców z podupadłych rodzin szlacheckich na wzór szkoły pani de Maintenon, oraz założenie manufaktury porcelany w Sevres, która podbiła Europę i szczyciła oryginalnymi produktami i kolorami chronionymi królewskim patentem. Ponadto kolekcjonowała domy w celu urządzania ich wnętrz w ten sposób to ona doprowadziła do rozwoju meblarstwa i architektury wnętrz w stylu dojrzałego rokoko. Obecnie nie ma wątpliwości, że całkowity zakres prac artystycznych i rzemieślniczych jaki określamy miasne stylu Ludwika XV, w rzeczywistości jest stylem madame de Pomadour, który rozwinął sie na gruncie stylu proto rokokowego z okresu regencji.





czwartek, 24 października 2013

O wychowaniu kobiet w XVII i XVIII wieku

W tym roku po raz kolejny zostałam poproszona o wygłoszenie wykładu w ramach festiwalu DOJRZEWANIA RÓŻ edycja warszawska; tym razem mój wykład będzie dotyczył wychowania i wykształcenia kobiet w XVII i XVIII wieku na zachodzie Europy. Ponieważ dostałam do dyspozycji aż 2,5 godziny, to będę miała okazję przedstawić temat dość szczegółowo. Zapraszam serdecznie W TĄ NIEDZIELĘ 27 PAŹDZIERNIKA!




strona festiwalu:




Przenoszą nas w przeszłość o 300 lat z hakiem, wyglądają jak wyjęte z barokowych gabinetów osobliwości, absolutnie zachwycające! Biżuteria współczesna (głównie połowa 20 wieku) z koralem i barokową duszą: