niedziela, 17 maja 2015

Buduar Rokokwy


Pamiętacie mojego starego bloga "Buduar Rokokwy - obraz obyczajów tamtych czasów"? Wczoraj spotkałam się z Gabrielą, która powiedziała, że prawdopodobnie mój stary blog, był pierwszym w Polsce takim blogiem kostiumologicznym. Trochę trudno mi w to uwierzyć. Założyłam go prawdopodobnie w roku 2004. Jak myślicie? Były wtedy podobne blogi? 
W każdym razie, prowadzenie tej strony zaowocowało niespodziewanymi skutkami. Pamiętam, że traktowałam ją trochę jako osobisty notes w którym zamieszczałam pierwsze próby opracowań tematów kostiumologiczno - -obyczajowych związanych z XVIII wiekiem. Wiele z moich tekstów było całkowicie subiektywnych, odznaczały się infantylizmem typowym dla mojego nastoletniego wieku, a także brakiem dyscypliny naukowej i całkowicie swobodną formą. Mimo, ku mojemu zaskoczeniu pojawiło się wielu odbiorców tej pisaniny i nawet fanów. 
Kiedy na początku studiów nie miałam już czasu, żeby zajmować się prowadzeniem tego bloga, przestałam tam zaglądać. Z czasem jednak zorientowałam się, że pozostawiony sobie blog, żyje własnym życiem i to mnie trochę przeraziło. Dojrzałam, zmieniłam się i nie do końca już utożsamiałam się z pełnymi błędów i nadużyć tekstami, które pisałam jako nastolatka. Zrobiło mi się wstyd, że ludzie wciąż to czytają i kojarzą tę stronę ze mną, a przecież byłam już wtedy początkującym wykładowcą i stary blog stał się dla mnie bardzo niewygodnym przykładem braku profesjonalizmu i dystansu do własnej pracy. Wtedy postanowiłam go skasować, a niedługo potem założyłam mój obecny blog, którego założeniem były niedługie wpisy (chociaż nie zawsze mi się to udaje), zawierające rzetelne informacje i opracowania unikatowych tematów, jakich nie znajdzie się w popularnych książkach. Starałam się, żeby nowe posty były na prawdę wyjątkowe i wartościowe. 
Nie wszystkim się to jednak spodobało, wiele osób, które wcześniej były moimi wiernymi czytelnikami zupełnie się na mnie obraziły i dostawałam bardzo zaskakujące komentarze np niejaki Marceli pisze:

ten profesjonalizm na tym nowym blogu mało kogo interesuje, pewnie jakieś bardzo wąskie grono. Ten był o wile lepszy z punktu widzenia wiekszości, szkoda, że go skasowałaś, zlikwiduj go do reszty

Ludzie są szaleni i nie odgadnieni... eh...

Tyle wspomnień. jako ciekawostkę możecie zobaczyć resztki mojego starego bloga:

10 komentarzy:

  1. Mam nadzieję, że się nie obrazisz, ale gość ma trochę racji. Dokładnie miałam takie same odczucia bywając u Ciebie. Na blogi zaglądam dla relaksu i cieszę się jak ktoś pisze "łatwo i przyjemnie" - żebym mogła przy tym się odstresować i odpocząć. U Ciebie czasem jest tak "profesjonalnie" że aż nie śmiem się odezwać w komentarzu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobrze, ale ma jam większe ambicje niż pisanie lekkich tekstów do posiedzeń w toalecie. Nie mam zbyt wysokiego mniemania o osobach, które preferują infantylne, grafomańskie czytanki. Być może z powodu złego wykształcenia i niskich oczekiwań ogółu Polaków, tak trudno w tym kraju wydać wartościową publikację - nie ma targetu. Jakoś na Zachodzie nie ma z tym problemu. Za to dziadostwo wszelkie, doskonale się w naszym kraju sprzedaje. Cieszę się, że odstaję od takiej normy

      Usuń
    2. Kiedy tu nie do końca chodzi o sztywny podział pomiędzy "niepoważnymi" dykteryjkami a akademicką powagą naukową. Blog, jak wynika z jego definicyjnego charakteru, będzie zawsze przeznaczony bardziej do popularyzacji dziedziny, niż dysertacji; traktowanie go jako coś ponad gawędę dla szerszej publiczności mija się z celem. Myślę, że większość uwag co do formy Fashion Hi-Story dotyczy tego, że milej byłoby czytać o typach nici i średnicach kryz, gdyby wynikało to ze spójnego tekstu literackiego, a niekoniecznie profesjonalnie "suchego" wspomnienia, który siłą rzeczy interesuje tylko wąskie grono kostiumologów i historyków ubioru. "Nieprofesjonalnym" czytelnikom bloga - jak i w ogóle czytelnikom - lepiej jest opowiadać o historii (kostiumu, sztuki, teatru etc.) przybliżając realia, obyczajowość, nastroje społeczne - co samo staje się niezawodną ramą, w której można osadzać wyrafinowane ciekawostki. Przypomnijmy sobie chociażby sposób pisania Huizingi - czytelnik czuł się zainteresowany i poinformowany, a autorowi infantylizmu zarzucić nie sposób.

      Usuń
    3. Kiedy mówiłam o infantyliźmie, miałam na myśli konkretnie mój stary blog, a nie ogólną formę. Zakładając obecny, chciałam aby był przydatny dla profesjonalistów i pasjonatów, którzy mają problem z wyszukaniem odpowiednich informacji, bo prawie nic nie wydaje się po polsku. To działanie jest skuteczne, ponieważ wielokrotnie w ciągu każdego roku dzięki temu blogowi kontaktują się ze mną dyplomanci, konserwatorzy, historycy sztuki, kolekcjonerzy itd z prośbą o konsultacje, z propozycją pracy, lub po prostu nawiązując dyskusje. Ten blog jest również popularny wśród studentów jako kompendium wiedzy. Jestem z tego bardzo zadowolona. A posty są krótkie, żeby każdy zapracowany, żyjący w pędzie człowiek miał czas to przeczytać. Ja np nigdy nie czytam blogów, bo albo się uczę, albo pracuję korzystając ze swojej wiedzy i nie mam czasu na lekkie lektóry już od kilku lat. wbrew zarzutom, prezentuję tu również informacje o obyczajach. Wrzucam tu wszystko czym się zajmuję pod warunkiem, że jest to wiedza unikatowa i to jest dla mnie priorytetem. Na starym blogu natomiast referowałam w obszernych tekstach wszystko co przeczytałam. obecnie uważam to za bezsensowne, skoro każdy ma dostęp do takich publikacji i nie trzeba powielać oczywistych informacji. W ten sposób pilnuję wysokiego poziomu merytorycznego na tej stronie

      Usuń
    4. TCK, nie zgodzę się. Może blogi służyły celom popularyzacji niszowych tematów na początku swojego istnienia, ale na chwilę obecną jest to tak szerokie zjawisko, że definiowanie go pod względem odbiorcy nie ma żadnego sensu. Są blogi pisane dla wszystkich, i są blogi o sprecyzowanym targecie. Są blogi, których celem jest dotarcie do przeciętnego odbiorcy, i są takie, które stawiają na naukowe podejście do sprawy i ten wybór należy wyłącznie do autora. To tak, jakby zarzucać naukowcom NASA, że na swoich blogach używają zbyt naukowego języka.

      Usuń
    5. Ja nikomu niczego nie narzucam ani nie próbuję definiować blogów. Caly czas odnoszę się jedynie do wlasnej tworczosci, a krytyke kieruje w strone doroslych ludzi, ktorzy preferowali moje nieudolne teksty z mlodzienczych lat, teksty ktore byly po prostu glupie. Z reszta z powodu starego bloga, przez lata przesladowaly mnie w internecie dziwaczne osoby, dochodzilo do tego, ze musialam ich straszyc policja. obecny blog nie przyciaga juz wariatow ani schizofrenikow, ale ciekawe osoby, ktore nawiazuja ze mna fascynujaca wspolprace.

      Usuń
    6. Zgadzam się, odnosiłam się do wypowiedzi TCK ;)

      Usuń
  2. Nie miałam pojęcia o istnieniu innego bloga, może podobałby mi się bardziej a może mniej, ale nie zmienia to faktu, że nie rozumiem żądań na temat tego o czym powinien być blog. O ile mi wiadomo nie ma żadnego regulaminu jakie treści mogą być na nim zamieszczane, a jakie nie, o wszystkim decyduje jego właściciel. Przecież nie ma obowiązku czytania jeśli komuś nie podoba się temat/sposób pisania, można co najwyżej poprosić czy zasugerować dobór tematów, więc te wszystkie zarzuty wydają mi się strasznie dziwne. Osobiście bardzo lubię czytać Pani bloga pomimo że absolutnie profesjonalnym kostiumologiem nie jestem. Teksty bardziej ogólne i popularyzatorskie przeczytałabym z równym, a może nawet większym zainteresowaniem, bo kostiumologia nie jest niestety łatwo dostępną w Polsce wiedzą, ale za wszystkie jestem bardzo wdzięczna, bo dostaję za darmo unikatowe informacje. Nie można WYMAGAĆ czegoś od osoby, której się za dostarczane "usługi" nie płaci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Pani dziekuje. Chcialabym jeszcze dodac, ze wielu moich znajomych kostiumologow, bardzo zazdrosnie strzeze swej wiedzy i moje poczucie misji dzielenia sie trudno dostepnymi informacjami na wykladach i na blogu jest wyjatkiem. Poza tym, jestem naukowcem i mam naukowego bloga :)

      Usuń