czwartek, 18 grudnia 2014

Cepelia w Oslo

W czasie dzisiejszego spaceru po oslo, moją uwagę przyciągneła witryna tutejszej cepelii:



W tym sklepie za bajońskie sumy można nabyć stroje reginalne. Dla Norwegów to żywa tradycja, tak samo jak dla naszych górali. Każde święto narodowe jest okazją do zakładania takich ubiorów. Bogactwo stroju tak samo jak dawniej wskazuje na status społeczny właściciela, zwłaszcza, że nawet sukienka dla małej dziewczynki kosztyuje około 2000zł. Ubiory te, są prawdziwym dziełem rzemieślniczym i w tym róznią się od współczesnych strojów podhalańskich, kóre często są badziewne i nie umywaja się do tych zabytkowych. W Norwegii natomiast stosuje się wspaniałe wełny, lny i jedwabie, niekóre ręcznie tkane, ozdaniane tradycyjnymi haftami, metalowymi galonami, ręcznie tkanymi taśmami. Do tego można skompletować piękną biżuterię.
W jednej z gablot (zdjęcia poniżej) prezentowane były staniki do sukienek uszyte z dobrych kopoii francuskich jedwabii XVIII wiecznych. Strój norweski nie ulega zmiennej modzie, lecz jest wierny tradycji. Szkoda, że u nas tak nie jest:






Męskie koszule ręcznie tkane z lnu haftowane. Tu ściegiem Holbeina u z dekoracją w formie ichniejszej parzenicy:



sobota, 6 grudnia 2014

MIKOŁAJKI!!!!

Miłej mikołajkowej soboty i rozpoczęcia szalonej przed świątecznej gorączki życzą Anna z bratem owładnięci świąteczną chłopomanią!!!!


czwartek, 4 grudnia 2014

Agnes Richter - żywe kaftany




Agnes Richter była niemiecką krawcową żyjącą na przełomie XIX i XX wieku. Cierpiała na bliżej nieokreśloną chorobę psychiczną i była przetrzymywana w szpitalu psychiatrycznym. W tamtych czasach dokumentacja chorób psychiatrycznych była bardzo lakoniczna, a wiele odmian problemów mentalnych nie było jeszcze zbadanych, stąd też szczegóły na temat choroby Richter nie są dzisiaj znane. Przetrwały na tomiast przykłady niezwykle ciekawej twórczości tej kobiety, które skrzętnie przechowywał jej lekarz. Są to jej osobiste kaftany, czy kurtki, dekorowane ręcznym haftem w formie zapisów luźnych myśli i obsesji. Można to nazwać nawet rodzajem pamiętnika, lecz spisywanego za pomocą uproszczonych haseł, czytelnych jedynie dla autora. Część haftowanych notatek można odebrać jako poezję, a nawet jako wiersze graficzne, których słowa układają się w ciekawe znaki rytmiczne. 
Pomijając oczywiste piękno twórczości Agnes Richter, mam wrażenie, że w jej pracach spełnia się bliskie mi podejście do ubioru, jako zindywidualizowanego kostiumu, który ma swoją historię i dzieli ją z właścicielem. Taki ubiór nosi na sobie zapis chwili i emocji i jest wyłączony z mody. Dla mnie odpowiednikiem takiego ubioru we współczesności może skórzana kórtka albo jeansowa kamizelka - katana z naszywkami. Oczywiście nie każda, tylko w ramach subkultur, kóre też już właściwie należą do przeszłości. Właściciel nie zamienia kurtki, czy katany na nowe, lecz używa tych samych całe życie, ingerując jedynie w ich strókturę. Polega to na dodawaniu, lub niekiedy odejmowaniu pewnych elementów na przestrzeni lat(takich jak naszywki - będące manifestacja upodobań muzycznych, poglądów politycznych, tożsamości narodowo-historycznej i religijnej itd., oraz innych elementów o charakterze pamiątkowym). Do tego dochodzą naturalne zmiany związane z upływem czasu: przetarcia, uszkodzenia, wypłowienia itd. W ten sposób powstaje silnie zindywidualizowany ubiór dynamiczny, kóry podlega ciągłym zmianom i nigdy nie jest skończony, dopóki jego uzytkownik nie umrze, albo nie zrezygnuje z korzytania z niego raz na zawsze. Uważam to za pozytywny i niezwykle ciekawy przykład funkcjonowaniu ubioru w kulturze. Oczywiście to nie ma nic wspólnego z modą.  W ogóle moda jest najczęściej według mnie negatywnym przejawem społecznej dążności do naśladownictwa, skierowanej przeciwko indywidualnej wartości i wrażliwości jednostki. Zawsze kiedy ktoś mnie pyta czy interesuję się modą, odpowiadam, że interesuję się antropologią ubioru. Podobnie nie lubię określenia "historia mody" - uważam że jest bez sensu. Historia mody jest krótka i obejmuje zawężony zakres zjawisk w porównaniu do całej historii ubioru. Spośród wspólnych dziejów człowieka i tego co na siebie zakładał, historia systemu zbijania pieniędzy na narzucaniu innym wzoróców mody jest chyba najmniej interesująca. 




A poniżej stanik sukni z końca XVIII wieku, haftowany przez Rosalind Wyatt. Jeżeli chodzi o ten obiekt, to nie jestem pewna czy rozumiem jak powstał. W jednym miejscu znalazłam informację o tym, że haft powstał w XIX wieku, a w innym, że Rosalind Wyatt jest współczesna artyską. Jeżeli tak jest, to nie wiem jak mogło dojść do tak barbarzyńskiej ingerencji w zabytek.... Sam w sobie kostium jest niesamowity, ale myśl o tym, że ktoś mógł pokryć współczesnym haftem ubiór z końca XVIII wieku, przyprawia mnie o palpitację...



czwartek, 27 listopada 2014

SPATYNOWANE NICI METALOWE CZ.2

Ha! Zrobiłam piękną sesję zdjęciową moim niciom metalowym. Więcej informacji o możliwości zakupu i danych technicznych w poprzednim poście - zapraszam! :)






środa, 26 listopada 2014

SPATYNOWANE NICI METALOWE DO HAFTU

Metalowe nici do haftu są poszukiwane, rzadkie i kosztowne. Jednak nawet takie oryginalne nici, mogą nie zadowalać prawdziwych miłośników haftów zabytkowych. Osobiście zawsze najbardziej lubiłam nici spatynowane, takie które pod wpływem czasu nabierają charakteru i szlachetności zamiast błyszczeć jak tanie świecidełko. Ten elegancki efekt pozieleniałej nici miedzianej i poczerniałej - srebrnej, wydawał mi się dotąd nieosiągalny. Jednak odkryłam, że w Japonii produkowano kiedyś nici, którym od razu nadawano efekt patyny i to na różne sposoby! Japończycy robili to na dwa sposoby: Niekiedy są to nici metalowe, patynowane różnymi środkami chemicznymi, które reagują z metalem. Druga technika polega na owijaniu nici jedwabnej nie blaszką, lecz owijką kartonową, która jest oklejona metalem w proszku (tak jak nici cypryjskie w średniowieczu, które robiono z oklejonego proszkiem złotym błony pochodzenia zwierzęcego). Najpierw wycina się duże arkusze papieru, pokrywa odpowiednim klejem, a następnie wyprusza się go metalem w proszku który może być rozprowadzany plamami w różnych kolorach: zielonkawej miedzi, szarego lub czarnego srebra, ciepłego i ziemnego srebra, mosiądzu itd. Następnie arkusz tnie się na cienki paseczki i owija nimi nić jedwabną. Efekt wizualnie jest taki sam jak w przypadku blaszki metalowej, z tą różnicą, że te kartonowe są nieco lżejsze i nie są tak zimne w dotyku. 
Właśnie takie nici udało mi się ostatnio sprowadzić i to w bardzo dużej ilości, dlatego tradycyjnie postanowiłam się nimi podzielić i część odsprzedać. Mam do wyboru cztery wspaniałe kolory:


ciemno - srebrny, wpadający w zieleń (jak spatynowana miedź), oraz mosiądz.


 spatynowana miedź - zimno srebrna zieleń i spatynowane srebro


Mocno spatynowane srebro - bardzo elegancka nitka której kolor mieni się na czarno, szaro, srebrno, z mosiężnymi akcentami. Ta jest chyba najładniejsza i wygląda najbardziej historycznie!


ciepła spatynowana miedź - zieleń (nieco cieplejsza) spatynowanej miedzi i złoto


Szerokość nici to około 1/3 mm - cienka ale bardzo optymalna, podobna do szerokości nici w haftach zabytkowych. Nici są w doskonałej kondycji.
Ale każdego zainteresowanego zachęcam do zakupu prywatnego z darmową wysyłką i możliwością negocjacji!

sobota, 22 listopada 2014

John Russel - tumany pudru

Z wielkim zaskoczeniem i radością odkryłam portrety autorstwa Johna Russela, na których pierwszy raz spotkałam się z pewną ciekawostką. Postaci, zwłaszcza męskie mają zwykle ubrania pobrudzone pudrem, obsypującym się z włosów! Widać to przede wszystkim na aksamitnych kołnierzach. Właściwie to logiczne, że tumany pudru, jakie kładziono na włosy, nie mogły się tam utrzymać na zawsze; oczywisty powinien być fakt, że ubrania były nim zasypane. Pudrowano przecież włosy, twarze, dekolty, nawet koronkowe mankiety. Biały pył przyczepiał się do wszystkiego i widok przyprószonych strojów musiał być częścią ówczesnej codzienności. Większość malarzy pomijała ten detal na swoich obrazach i z tego powodu portrety autorstwa Russela są takim zaskoczeniem. Myślę, z resztą, że nie tylko dla mnie, ponieważ nigdy, w żadnym filmie kostiumowym, nie zauważyłam, żeby kostiumy były przyprószone pudrem. Taki zabieg doskonale by wpłynął na urealnienie epoki i oddanie jej kolorytu. Musze to kiedyś gdzieś wykorzystać.... Ten widok na zawsze zwiąże się w mojej wyobraźni z epokami w których pudrowano włosy!
 

To ten portret zwrócił moja uwagę jako pierwszy. Puder widać zarówno na kołnierzu, jak i na cylindrze. Wrażenie robi też staranne oddanie detali wnętrza kapelusza.





środa, 5 listopada 2014

historia piżamy



Zapraszam do obejrzenia wczorajszego filmiku z tvn na temat historii piżamy z moim udziałem. Niestety nie maiłam wpływu na wybór slajdów, dlatego uprzedzam że nie ja za nimi stoję. Miłego oglądania ;)